sobota, 21 października 2017

Z przymrużeniem oka #4 - Czego nauczyła mnie Szwajcaria?

Czasem trudno w to uwierzyć, ale w Szwajcarii spędziłam już ponad 5 lat. Czas leci nieubłaganie i nie sposób go zatrzymać. Do Polski jeżdżę stosunkowo rzadko. Ostatnie wyjazdy były związane jedynie z organizacją ślubu, a teraz w ogóle nie zapowiada się, żeby częstotliwość wyjazdów się zmieniła. Jeśli myślę o mojej emigracji, to z pewnością nie jak o emigracji zarobkowej, ale ten temat poruszę innym razem. Po 5 latach mogę śmiało powiedzieć, że czuję się tu jak u siebie. Mówiąc „dom”, mam na myśli właśnie Szwajcarię. Po tej okrągłej rocznicy nadszedł czas na odrobinę refleksji, dlatego też zapraszam Was do przeczytania dzisiejszego postu.

Czego nauczyła mnie Szwajcaria?

-> Samodzielności

Wyjazd do Szwajcarii wiązał się dla mnie również z wyprowadzką z rodzinnego domu. Bez wątpienia była to więc dla mnie znacząca podróż, która zmieniła moje życie. Od czasu wyjazdu spadły na moją głowę wszystkie obowiązki domowe, których wcześniej często nie wykonywałam. Nie było już mamy, która podstawi pod nos talerza z kanapkami czy wypierze ubrania. Jednym zdaniem: „Byłam na swoim...”. Być może trudno w to uwierzyć, ale w momencie wyjazdu miałam np. dwie lewe ręce do gotowania i przypalałam nawet wodę na herbatę. Zawzięłam się jednak i postawiłam cel: nauczyć się tej czynności i być w tym naprawdę dobra. Po kilku latach dostaje nawet zamówienia na domowe wypieki, więc cel chyba został osiągnięty (choć moja rodzina nadal nie wierzy, że własnoręcznie wykonuje wszystkie z przesyłanych na zdjęciach potraw i ciast :P)



Wracając do tematu, w Szwajcarii musiałam wejść w dorosłe życie, które wiązało się także z wejściem na poważniejszy etap związku: wspólne zamieszkanie, które często ukazuje nie tylko zalety, ale i wady partnera. Właśnie z tym kojarzą mi się pierwsze miesiące spędzone w tym kraju. Przede wszystkim była to spora nauka nad samą sobą.

-> Uprzejmości

Osobiście zawsze uważałam się za osobę uprzejmą, ale też nie do przesady. Umiałam posługiwać się magicznym słowami i nie było dla mnie problemem przywitanie się z sąsiadem czy przeproszenie, gdy przypadkiem na kogoś wpadłam. Szwajcaria zdefiniowała jednak na nowo moje pojęcie uprzejmości. Już pierwsze wyjście do sklepu pokazało mi, z czym będę mieć do czynienia. W małym osiedlowym sklepiku zostałam 4 razy spytana o to, co może mi pokazać jedna z pracownic (po czym jeszcze 10 razy zapewniano mnie, że są w pobliżu gdybym jednak czegoś szukała). Każdy pracownik przywitał się ze mną i pożegnał, słowa: dziękuję i proszę zostały powtórzone 30 razy. No i ten początkowo irytujący, nieco sztuczny (tak mi się wydawało) uśmiech od ucha do ucha. Początkowo było to dla mnie bardzo męczące, zwłaszcza, że jestem osobą, która woli pozostać jak najbardziej anonimowa. Nie lubię skupiać na sobie niczyjej uwagi, a idąc do jakiegokolwiek sklepu zawsze szukam produktów sama. 



Ten poziom uprzejmości, do którego musiałam się dostosować wszedł na moje wyżyny. Przeżyłam nawet niezbyt miłą sytuację, w której w pracy złożono na mnie skargę za bycie niemiłą w momencie, gdy byłam dla każdego o 50 razy bardziej miła niż zachowywałabym się normalnie w Polsce. Posłuchałam się rady, która brzmiała: „Przesadzaj!” Na każdym kroku mówiłam dzień dobry, wszystkich przepraszałam i dziękowałam im za każdy drobiazg. Życzyłam ludziom na ulicy miłego dnia, prawiłam komplementy. No i poskutkowało! Szwajcarska uprzejmość weszła mi tak w krew, że obecnie, jadąc do Polski, nikt nie chce iść ze mną na zakupy, bo twierdzi, że zachowując się tak jak na co dzień w CH, zwracam na siebie za dużo uwagi. Ot, różnice kulturowe!

-> Rasizmu

Ten punkt jest zdecydowanie najbardziej kontrowersyjny. W dodatku kłóci się on z powyższym punktem, ale spróbuję Wam to jakoś wyjaśnić. Będąc w Polsce, miałam bardzo nikły kontakt z obcokrajowcami. Jeśli już go nawiązywałam, to były to bardzo serdeczne kontakty międzyludzkie i pochodzenie nie miało żadnego znaczenia. Przecież liczy się człowiek! Umówmy się jednak, że ilość obcokrajowców w Polsce nie jest aż tak wysoka, by na co dzień była zauważalna. W Szwajcarii istnieje tak dużo kultur i zderza się z sobą tyle narodowości, że nie może nie dochodzić do spięć. Na marginesie muszę Wam powiedzieć, że często słyszałam stwierdzenia od rodowitych Szwajcarów, że mają dość obcokrajowców w kraju. Przez cały ten czas pobytu tutaj przy ciągłym kontakcie z ludźmi wyrabia się jednak opinie o konkretnych grupach społecznych na podstawie własnych doświadczeń. 



Pracując w branży, która wymaga bezpośredniego kontaktu z człowiekiem, często nawiązywania znajomości ze stałymi klientami i obserwacji zachowań różnych narodowości, wywołała ona u mnie efekt odwrotny od zamierzonego. Nie stałam się bardziej tolerancyjna dla innych kultur, a wręcz przeciwnie: przekonałam się, że nie mogłabym żyć w innych warunkach. Przestałam wierzyć, że dwie osoby różnych kultur i narodowości są w stanie stworzyć udany związek, dlatego podchodzę do takich romansów wśród moich znajomych sceptycznie, co mają mi za złe. Z dezaprobatą patrzę też na kobiety owinięte szmatami od stóp do głów – nie ze względu na nietolerowanie tej religii. Denerwuje mnie okropnie to, że ktoś przyjeżdża do cywilizowanego kraju i nie jest w stanie dostosować się do reguł, które w nim panują - nie tylko wyglądem, a przede wszystkim zachowaniem. Mnie też nie wszystko się tu podobało, ale chciałam żyć w tym miejscu, więc musiałam się dostosować. Nie wspominając już o sytuacjach, które widziałam nagminnie wśród konkretnej narodowości, a które wywołały u mnie bardzo negatywny stosunek do nich. I nie chodzi tutaj o przykrość wywołaną przez jedną osobę, a podejście życiowe wynikające z ich wychowania, kultury itp., które zakłada np. brak szacunku do kobiety i pod tym względem mogę śmiało powiedzieć, że jestem rasistką dla takich osób.

-> Rezygnacji z toksycznych relacji międzyludzkich

Podejrzewam, że każda osoba, która wyjechała za granicę, przyzna mi rację. Będąc w ojczystym kraju, wybieramy sobie znajomych, przyjaciół. Mieszkając za granicą, każdy kontakt z rodakami jest na wagę złota i człowiek przyjaźni się ze wszystkimi. Nie ma nic dziwnego w tym, że 20-latek kumpluje się z kimś, kto mógłby być jego ojcem itp. 



Żyjąc w Szwajcarii poznałam pojęcie toksycznych związków międzyludzkich. Trwałam w nich tak długo, aż sama zaczęłam zauważać, jakie szkody przynoszą one mi. Ba! Zaczęłam zauważać, ile wcześniej było takich więzi, które wprowadzały mnóstwo nieczystej atmosfery w moje życie. W tym momencie mogę oświadczyć, że jestem bardzo wyczulona na takie relacje. W mig je rozpoznaje i potrafię z nich od razu zrezygnować. Być może późno, ale zawsze!

PS. O relacjach Polaków za granicą można akurat rozprawiać godzinami i napisać milion powieści, więc najlepiej jest zakończyć ten punkt w tym miejscu.

-> Nie przejmować się opinią innych

Pewnie każdy z Was słyszał wielokrotnie zdanie: „A co ludzie powiedzą...”. Sama wychowałam się w domu, gdzie opinia ludzi wokół bardzo wpływała na zachowanie czy podejmowane decyzje. Szwajcaria dała mi ogromny dystans do wszystkiego, co dzieje się w Polsce, nie tylko w kraju czy miejscowości, ale przede wszystkim u rodziny czy znajomych. Do tej pory docierają do mnie newsy pt: „A ten powiedział to, a tamten uważa, że źle robisz” i mój ulubiony: „Wszyscy pytają kiedy dziecko”. 



W Szwajcarii każdy żyje swoim życiem. Większość osób tu wychowanych nigdy nie zada Ci prywatnego pytania, dopóki sam nie postanowisz o tym opowiedzieć. Opinia ludzi, zwłaszcza w Polsce, nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. To, że ludzie gadają, nie sprawi, że będę mieć, co włożyć do garnka, będę bardziej spełniona w życiu czy szczęśliwa. A ludzie gadać i tak będą, niezależnie co by się zrobiło.

-> Polegania na sobie i samodzielnego poszerzania wiedzy

Można by rzec, że Szwajcaria w gorzki sposób nauczyła mnie życia, bo przecież poleganie tylko na sobie jest jakimś stylem życia, według którego się podąża. Musiałabym tu powrócić ponownie do tematu relacji z Polakami na obczyźnie, ale pomijając zbędne fakty, koniec jest zawsze taki sam. Nie możesz polegać na nikim. Jeśli na czymś Ci zależy, nikt za Ciebie nie będę do tego dążył. Z tym wiąże się również drugi z punktów, który postanowiłam połączyć w jedną całość. Poszerzanie wiedzy na dany temat. Przyjeżdżając do obcego kraju, na pewno nie zna się wszystkich obyczajów i reguł, które tam panują. Tak było z moim przyjazdem do Szwajcarii. Wiele rzeczy było dla mnie absolutną nowością. 


Mogłabym oczywiście spotykać się z kolejną grupą rodaków, wśród których każdy ma inne zdanie na podsunięty temat i powielać ich mylne przekonania w kwestiach prawnych i systemowych, bazując na ich wiedzy. Ale czy to byłoby dobre? Zdecydowanie nie! Mimo że każdy język w dziedzinie polityki, prawa itd. jest bardzo zagmatwany i trudny, mając jakiś problem, nigdy nie zwróciłam się do kogoś, lecz sama szukałam fachowej wiedzy, doszkalałam słownictwo, by rozwiązać go od podstaw. Ostatnią rzeczą, jaką powinno się zrobić, to szukanie pomocy u przypadkowych znajomych...

-> Cieszyć się drobnostkami

Zupełnie nie spodziewałam się, że ten post osiągnie tak sporą ilość tekstu, dlatego zdecydowałam się zakończyć go na tym optymistycznym punkcie. Szwajcaria pokazała mi wiele pięknych miejsc i widoków, obok których kiedyś przeszłabym obojętnie. Dziś cieszy mnie każdy promień słońca w jesienny dzień, każde dzień dobry wypowiedziane na ulicy, każdy zapach domowego ciasta, które przygotowuję. Doceniam każdą chwilę wolnego czasu, każdą rozmowę z najbliższymi, spacer po parku i udaną fotografię. Z nabycia tej cechy cieszę się najbardziej!

























Pomimo tej ogromnej ilości tekstu zdaję sobie sprawę, że w dalszym ciągu nie poruszyłam wszystkich kwestii i nie „wyczerpałam” tego tematu. Jeśli więc po przeczytaniu nasuwają Ci się pytania, bądź chcesz bym nieco dokładniej opisała jakieś wydarzenia czy anegdoty, śmiało pisz w komentarzu!


Dziękuję za przeczytanie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...